Na temat amerykanskiego Thanksgiving czyli Swieta Dziekczynnienia napisalam juz tak duzo w Bez odwrotu, ze tutaj coby nie przynudzac zajme sie tylko przepisami. Zaczne moze od glownego goscia na stole czyli samego indyka. Nadmieniam na wstepie, ze dziala to w przypadku indyka takiego z farmy hodowlanej, a nie wiejskiego. Te wiejskie zyjace na wolnej przestrzeni sa bardzo umiesnione i trzeba im najpierw z nog usunac sciegna. Paskudna to robota, pamietam moja Mama tak robila i sama jak przyjechalam do Stanow to na pierwsze swieto tak zmasakrowalam biedne ptaszysko, ze wygladalo toto zalosnie. Dopiero potem, ktos mi wytlumaczyl, ze ten indyk kupiony w Stanach nie byl za zycia biegaczem olimpijskim i nic takiego nie trzeba mu robic. Przyjelam to z ulaga, bo wyciaganie sciegien jest bardzo zmudna praca, konieczna, zeby mieso bylo miekkie i nie lykowate.
Teraz przystepujemy do przygotowania indorzyska na igrzyska;))
Nasze, czyli tutejsze indyki maja w brzuchu schowany caly skarbiec dobrodziejstw, z ktorych robi sie sos. Bo Amerykanie uwielbiaja sos nie tyle do indyka co do ziemniakow, ktore koniecznie musza sie pojawic na dziekczynnym stole. Do takowych dobrodziejstw naleza szyja odarta ze skory, bo skora jest ciagle przy calym korupsie naszego delikwenta, co jest sensowne, bo mozna w te otchlan naklasc nadzienia i skore ladnie zawinac pod spod. Oprocz szyi jest tam rowniez, serce, zoladek, watrobka i kuper!!
Watrobka moze sie przydac jesli ktos robi nadzienie z miesa, ale ja nie robilam, wiec chwilowo watrobka wyladowala w zamrazalniku do dalszego sledztwa.
Zaczynam od przygotowania wody do moczenia i robie to nastepujaco:
Na ok. 10 litrow wody daje:
2 szklanki soli
1 szklanke cukru
garsc pieprzu w ziarnach
lyzke jalowca w ziarnach
lyzke ziela angielskiego
10-12 lisci laurowych,
5-6 galazek swiezego rozmarynu
maly peczek swiezego tymianku
maly peczek swiezej szalwii
Taka akurat wode do moczenia mialam tym razem, ale moczylam indyka juz w roznych kombinacjach i za kazdym razem bylo dobrze. Podstawa jest sol, cukier i pieprz. Reszta w/g wlasnych upodoban i widzimisie.
Jak robilam indyka bardziej na slodko, to moczylam juz w soku z pomaranczy pol na pol z woda i dodatkiem suszonych owocow, w soku z ananasa.. A nawet raz w soku z czarnej porzeczki i indyk byl fioletowy!!!!
To znaczy sama skora, a mieso bylo normalnego koloru i pyszne, tylko byl wtedy troche problem z pilnowaniem czy sie w czasie pieczenia nie przypala, bo jednak ta fioletowa skora piekla sie na czarno;))
No ale u mnie nie ma regul w kuchni, aby tylko efekt koncowy byl zjadliwy to wszelkie srodki sa dostepne.
Tak wiec wode z tymi wszystkimi dodatkami gotujemy ok. 15-20 min. a potem studzimy, bo indyk ma byc moczony w lodowato zimnej wodzie, ja z tych 10litrow odlewam wode w foremki i mroze a potem wykorzystuje ten lod do szybkiego schlodzenia wody.
Jak juz woda jest zimna to wkladamy do tej kapieli indyka. Wazne jest zeby indyk byl caly pod woda, a wiec najlepiej robic to w jakims pojemniku.
Ja kupuje specjalne do tego przeznaczone worki ziplock ale jak nie ma to moze byc normalny worek plastikowy, ktory umieszczamy w jakims pojemniku, bo inaczej woda sie rozleje pod indykiem zamiast go zanurzyc. Ja wkladam worek do dolnej szuflady lodowki (tej na warzywa) i tam miesci mi sie nawet 13kg indyk. Jesli mamy klopot z zanurzeniem calego ptaka to niestety musi byc on odwracany co kilka godzin tak aby cale ptaszydlo bylo rownomiernie namoczone.
Teraz przygotowujemy maslo ziolowe, ktore bedzie nam potrzebne do smarowania przed pieczeniem.
Pol kostki masla zmiksowalam ze swiezym rozmarynem, tymiankiem, szalwia i dodatkowo tym razem dorzucilam pancette to jest wloski boczek wedzony, ktory spokojnie mozna zastapic naszym rodzimym boczkiem wedzonym.
Proces moczenia powinien trwac 12-24 godzin. Po tym czasie wyjmujemy ptaka i w zaleznosci od tego w czym byl moczony, obieramy z ziarenek, lisci i badziewia lub lekko splukujemy, pamietajac, zeby nie wymoczyc przypraw jakie wlasnie indyk nabieral w kapieli.
Teraz z kolei bierzemy rolke recznikow papierowych i calego ptaka suszymy tak wewnatrz jak i na zewnatrz.
Srodek smarujemy maslem ziolowym i napychamy czym kto lubi (warzywa, owoce, galazki ziol), ja tym razem uzylam pocwiartowanych jablek, pomaranczy, lemonek i 2 solidne galazki swiezego rozmarynu.
Teraz siegamy pod skore od szyi i na dole od udek i dlonia robimy kieszenie miedzy skora a miesem, teraz miedzy skora a miesem smarujemy cale piersi maslem. Mozna tez masowaniem przez skore starac sie rownomiernie rozprowadzic maslo po piersiach ptaka. W ten sposob przygotowany indyk bedzie mial soczyste mieso piersi.
Skrzydla ,lekko wylamujac w stawach, pod spod ptaka, nogi zwiazujemy, lub jak ja to robie chowamy pod specjalnie w tym celu wycieta (usuniety kuper) skore podbrzusza. Teraz bierzemy duzy arkusz folii aluminiowej, taki aby przykryl calego ptaka i nakrywajac odciskamy dokladnie ksztalt ptaszyska, poczym odkladamy folie na bok ale tak aby zachowala ksztalt.
Nastepnie calego ptaka smarujemy maslem ziolowym, o tak jak tu widac:

Jak rowniez widac, moja bryrfanna ma specjalna wkladke, czyli ptak nie lezy bezposrednio na dnie, wiec na dno brytfanny wlewam wode, lub jak tym razem wlalam ok 1.5 litra soku zurawinowego i wlozylam czastki pozostalych owocow, ktore juz nie zmiescily sie wsrodku ptaka. Owocami wypchalam tez wneke pozostala przy szyi i skore szyi przypielam szpilka do miesa pod plecy.
Tak przygotowanego ptaka wkladam do piekarnika nagrzanego na 260C na pierwsze 20-30 min. Taka wysoka temperatura powoduje, ze natychmiast scina sie skora i nasze ptaszydlo - straszydlo nie traci sokow w czasie pieczenia. Po 20-30 min hartowania zmniejszam temperature do 175C, przykrywamy ptaka wczesniej przygotowana folia aluminiowa i w tej temperaturze pieczemy indyka juz do konca. Na ostatnia godzine pieczenia zdejmujemy folie. Czas pieczenia generalnie przyjmuje sie jakies 20-30 min na kazdy kilogram indyka, to w zaleznosci od piekarnika, ale ja zawsze sprawdzam termometrem. Jesli temperatura miesa w najgrubszych punktach (piers i uda) wskazuje 72-74C to ptaszydlo gotowe.
Generalnie nie polewam indyka w czasie pieczenia, bo (tak twierdza znawcy) za kazdym razem jak otwieramy piekarnik to obniza sie temperatura pieczenia, a co za tym idzie wydluza sie czas calego procesu. Tym razem jednak z jakichs niezrozumialych przyczyn tyl mojego piekarnika przypiekal ptaszydlo szybciej niz front i musialam obrocic cala brytfanne wiec przy tej okazji polalam ptaka sosem z dna brytfanny.
Pieke zawsze przy wlaczonym swietle i obserwuje, jesli jakies czesci zaczynaja brazowiec szybciej niz powinny to nakrywam je folia aluminiowa.
Po wyjeciu z piekarnika nalezy ptaka przykryc folia aluminiowa i pozwolic mu odpoczac przez 20 min zanim bedziemy porcjowac. Przedwczesne porcjowanie powoduje wyciekanie sokow i pozostawia mieso suche.
Tak wygladal moj tegoroczny indyk tuz po wyjeciu z piekarnika. A tak juz cale mieso podzielone na talerzu gotowe do spozycia.