To nie jest zart, skoro juz przyzwyczailismy sie od ciasta z marchewka, dynia, burakami to dlaczego nie z kiszona kapusta?
Znalazlam ten przepis jako Niemieckie ciasto czekoladowe i postanowilam upiec mimo, ze sama mysl polaczenia czekolady z kiszona kapusta wywolywala we mnie dziwne skojarzenia - delikatnie mowiac, ale jak nie sprobuje to nie bede wiedziec.
Czy ono naprawde pochodzi z Niemiec czy nie, to trudno stwierdzic, bo gdzies wyszperalam tez wiadomosc, ze przepis powstal w Chicago w latach 50tych ubieglego stulecia, kiedy to w szkolnych stolowkach odkryto nadmiar kiszonej kapusty i jakas szkolna kucharka postanowila upiec ciasto z dodatkiem wlasnie skladnika wystepujacego w nadmiarze.
Jak bylo, tak bylo nie wazne czy komus sie uda dotrzec do korzeni tego przepisu, ale sprobowac watro.
Ja sprobowalam.
I stwierdzam, ze to ma sens!
Dodatek kiszonej kapusty nadaje ciastu wilgotnosc, a w smaku jest zupelnie go nie czuc, bo oczywiscie kapusta jest solidnie wyplukana i posiekana na drobne kawalki, ja to zrobilam malakserem, ale pewnie mozna i nozem lub tasakiem.
A wiec do dziela:
Ciasto z kiszona kapusta:
170g masla
1 i 1/2 cup cukru (ja dalam mniej, bo nie lubie za slodkich ciast)
3 jajka
1 lyzeczka wanilii
2 cups maki
3/4 cup kakao
1 lyzeczka proszku do pieczenia
1 lyzeczka sody do pieczenia
1/4 lyzeczki soli
1 cup wody
1 cup kiszonej kapusty (wyplukanej, odcisnietej i drobno posiekanej)
2/3 cup wiorek kokosowych
1/2 cup drobno posiekanych orzechow pecans ponoc one sie w Polsce nazywaja pekany.
Suche skladniki (maka, proszek i soda do pieczenia, sol) polaczyc razem w jednej misce.
Maslo utrzec z cukrem na pulchna mase. Dodac jajka pojedynczo, caly czas ucierajac zeby sie masa nie zwazyla, warto ucierac dluzej zanim sie doda kolejne jajko. Teraz dodawac suche skladniki na przemian z woda, tak na zmiane raz troche wody, raz troche maki z dodatkami.
Na koniec dodac kapuste, wiorka kokosowe i orzechy.
Wymieszac i przelac do formy.
Oryginalny przepis mowi, zeby przelac ciasto do trzech foremek o srednicy 23cm.
Ja poniewaz nie lubie ciast przekladanych ktore maja w srodku trzy spody i trzy wierzchy wlalam wszystko do jednej formy a po upieczeniu przekroilam na trzy plastry.
Tak lubie, ale kazdy moze sobie zrobic jak mu w duszy gra.
Tyle tylko, ze jesli pieczemy trzy foremki na raz w temperaturze 180C to czas pieczenia ma wynosci ok. 20 do 25 min.
Ja pieklam w jednej formie, temp. 180C i czas pieczenia trwal ok 55min. To wszystko oczywiscie zalezy tez od piekanika. Ciasto sprawdzamy patyczkiem, jesli nakluwamy gdzies w srodku formy i patyk wychodzi suchy to ciasto jest upieczone.
Nastepnego dnia przekroilam calosc na trzy krazki, bo kroic jest zawsze, moim zdaniem lepiej nastepnego dnia.
I przygotowalam krem do przelozenia:
Krem:
2 cups czipsow czekoladowych (ja dalam ciemne bo tylko taka czekolade lubie)
2/3 cup majonezu (tak zwykly majonez jaki tam jest w Polsce babciny czy jak mu tam)
2/3 cup wiorek kokosowych
2/3 cup drobno posiekanych pekanow
OK tu bede szczera, ja kremu zrobilam z jednej i polowy porcji, bo jakos tak mam, ze zawsze mi brakuje na pokrycie calego tortu, wiec jesli ktos ma podobne sklonnosci to radze od razu dodac polowe wszystkiego lub nawet podwoic ilosci:))
Teraz odsypujemy czesc wiorek kokosowych i orzechow do dekoracji. Tak aby wystarczylo jesli nie na caly tort jak u mnie to chociaz na boki, lub wierzch, co tam znow komu w duszy gra.
Czipsy czekoladowe rozpuszczamy w kapieli wodnej.
Kapiel wodna (dla niewtajemniczonych) to nic innego jak miska ustawiona na garnku z gotujaca sie powoli woda, tak aby dno miski nie dotykalo wody. Teraz do miski wrzucamy czekolade i mieszamy az sie rozpusci.
Rozpuszczona czekolade zdejmujemy z garnka i dodajemy do niej majonez. Dobrze wymieszac i zanim dodamy wiorki kokosowe i orzechy odlewamy czesc polewy na dekoracje wierzchu i bokow.
Do pozostalej czesci (tej do przelozenia) dodajemy wiorki kokosowe i orzechy.
Pamietajac, ze czesc orzechow i wiorek ma byc odlozona do dekoracji(!!!)
Przekladamy ciasto. Polewamy wierzch i brzegi reszta roztopionej czekolady i majonezu i calosc posypujemy mieszanka wiore z orzechami.
Nie mam oczywiscie zdjec tzw. "wyjsciowych", bo niestety tak juz u mnie jest, ze jak cos sie pokazuje na stole to nie ma czasu na aparat zanim sie sepy na to nie rzuca.
Wiec jest to co jest i dobrze, ze jest chociaz tyle:)))
Zlote mysli
The only time to eat diet food is while you're waiting for the steak to cook.
Julia Child
Saturday, December 7, 2013
Wednesday, December 26, 2012
Wigilijny kulebiak
Mieszkajac w Polsce nigdy nie znalam kulebiaka, wiem, ze danie to pochodzi gdzies ze wschodu, a wiec akurat w moich stronach zupelnie nieznane. Natomiast kilkanascie lat temu zrobilam kulebiaka po raz pierwszy wlasnie tutaj w Stanach.
Ogladalam jakis program o kucharzeniu i po prostu zapamietalam jak sie to robi, wiec zrobilam.
I w tym roku postanowilam znow zrobic kulebiak na Wigilie, ot tak dla odmiany, bo jedzenie tego samego co roku juz mi sie mocno znudzilo;)
A kulebiak jest nie tylko "inny" ale tez bezstresowy w przygotowaniu i co wazniejsze mozna go absolutnie "poskladac" dzien wczesniej i pozniej tylko upiec, albo zrobic jak ja, czyli przygotowalam wszystko dzien wczesniej a poznie tylko poskladalam w calosc i na godzine przed kolacja wstawilam do piekarnika.
Kulebiak
Wszystkie ilosci skladnikow oczywiscie zaleza od ilosci osob ktore chcemy pozywic, wiec daruje sobie ilosci a tylko wypisze skladniki.
Opakowanie ciasta francuskiego (takie z dwoma platami)
Filet lososia (moze byc kazda inna ryba jaka lubimy)
Opakowanie grzybow (ja uzylam male cermini, ale moga byc pieczarki)
Dwa pory (biale i zolte czesci)
Gotowane na twardo jajka (w moim przypadku 3)
Sol i pieprz do smaku.
Jedno jajko roztrzepane do posmarowania ciasta.
Dzien wczesniej podpieklam lososia, przesmazylam drobno pokrojone grzyby na masle, i tak samo postapilam z cieniutko pokrojonymi porami. Wszystko odlozylam do nastepnego dnia w osobnych miseczkach w lodowce.
Nastepnego dnia rozmrozilam ciasto w/g instrukcji na opakowaniu, ugotowalam jajka i podgrzalam lekko grzyby i pory, zeby sie latwiej rozsmarowywaly.
Nastepnie bierzemy jeden plat ciasta i kladziemy na nim warstwe podsmazonych porow. Jesli ktos nie lubi pora moze go zastapic cebula, ja lubie kombinacje pora i lososia, wiec tak zrobilam.
Na to kladziemy pokruszonego na kawalki lososia.
Kazda kolejna warstwe traktujemy sola i pieprzem, chociaz ja robilam to rowniez w czasie przygotowania poszczegolnych skladnikow dzien wczesniej, wiec radze probowac.
Lososia przykrywamy warstwa grzybow i na to ukladamy pokrojone w plastry jajka.
Przyciskamy to wszystko dlonmi zeby sie trzymalo kupy i znow traktujemy jaja sola i pieprzem.
Calosc nakrywamy drugim platem ciasta, obcianmy rogi i zawijamy brzegi. Jak ktos lubi moze zrobic jakis ozdobny szlaczek, ja sie nie wysilalam:) Wazne zeby sie nie rozlecialo:))
Tak przygotowany kulebiak mozna przechowac do nastepnego dnia w lodowce, lub nawet do miesiaca w zamrazalniku. Bardzo to wygodne dla leniwcow jak ja;)
Gotowy kulebiak w odpowiednim dniu smarujemy roztrzepanym jajkiem i wkladamy do piekarnika nagrzanego do 220C na pierwsze 20 minut a potem zmniejszamy temperature do 200C i pieczemy nastepne 20 do 30 minut az ciasto nabierze zlotego koloru.
Kroimy w pasy i podajemy:
Ja podalam z sosem koperkowym, ktory sporzadzilam mieszajac smietane z drobno posiekanym koperkiem i dodalam sol i pieprz do smaku.
Jest to w sumie dosc efektowne danie nie wymagajace zadnego stresu i bardzo smaczne.
Fakt, rozlazi sie troche jak czlowiek chce ukroic cienkie plastry (ja kroilam tak ok. 2.5cm).
Ogladalam jakis program o kucharzeniu i po prostu zapamietalam jak sie to robi, wiec zrobilam.
I w tym roku postanowilam znow zrobic kulebiak na Wigilie, ot tak dla odmiany, bo jedzenie tego samego co roku juz mi sie mocno znudzilo;)
A kulebiak jest nie tylko "inny" ale tez bezstresowy w przygotowaniu i co wazniejsze mozna go absolutnie "poskladac" dzien wczesniej i pozniej tylko upiec, albo zrobic jak ja, czyli przygotowalam wszystko dzien wczesniej a poznie tylko poskladalam w calosc i na godzine przed kolacja wstawilam do piekarnika.
Kulebiak
Wszystkie ilosci skladnikow oczywiscie zaleza od ilosci osob ktore chcemy pozywic, wiec daruje sobie ilosci a tylko wypisze skladniki.
Opakowanie ciasta francuskiego (takie z dwoma platami)
Filet lososia (moze byc kazda inna ryba jaka lubimy)
Opakowanie grzybow (ja uzylam male cermini, ale moga byc pieczarki)
Dwa pory (biale i zolte czesci)
Gotowane na twardo jajka (w moim przypadku 3)
Sol i pieprz do smaku.
Jedno jajko roztrzepane do posmarowania ciasta.
Dzien wczesniej podpieklam lososia, przesmazylam drobno pokrojone grzyby na masle, i tak samo postapilam z cieniutko pokrojonymi porami. Wszystko odlozylam do nastepnego dnia w osobnych miseczkach w lodowce.
Nastepnego dnia rozmrozilam ciasto w/g instrukcji na opakowaniu, ugotowalam jajka i podgrzalam lekko grzyby i pory, zeby sie latwiej rozsmarowywaly.
Nastepnie bierzemy jeden plat ciasta i kladziemy na nim warstwe podsmazonych porow. Jesli ktos nie lubi pora moze go zastapic cebula, ja lubie kombinacje pora i lososia, wiec tak zrobilam.
Na to kladziemy pokruszonego na kawalki lososia.
Kazda kolejna warstwe traktujemy sola i pieprzem, chociaz ja robilam to rowniez w czasie przygotowania poszczegolnych skladnikow dzien wczesniej, wiec radze probowac.
Lososia przykrywamy warstwa grzybow i na to ukladamy pokrojone w plastry jajka.
Przyciskamy to wszystko dlonmi zeby sie trzymalo kupy i znow traktujemy jaja sola i pieprzem.
Calosc nakrywamy drugim platem ciasta, obcianmy rogi i zawijamy brzegi. Jak ktos lubi moze zrobic jakis ozdobny szlaczek, ja sie nie wysilalam:) Wazne zeby sie nie rozlecialo:))
Tak przygotowany kulebiak mozna przechowac do nastepnego dnia w lodowce, lub nawet do miesiaca w zamrazalniku. Bardzo to wygodne dla leniwcow jak ja;)
Gotowy kulebiak w odpowiednim dniu smarujemy roztrzepanym jajkiem i wkladamy do piekarnika nagrzanego do 220C na pierwsze 20 minut a potem zmniejszamy temperature do 200C i pieczemy nastepne 20 do 30 minut az ciasto nabierze zlotego koloru.
Kroimy w pasy i podajemy:
Ja podalam z sosem koperkowym, ktory sporzadzilam mieszajac smietane z drobno posiekanym koperkiem i dodalam sol i pieprz do smaku.
Jest to w sumie dosc efektowne danie nie wymagajace zadnego stresu i bardzo smaczne.
Fakt, rozlazi sie troche jak czlowiek chce ukroic cienkie plastry (ja kroilam tak ok. 2.5cm).
Sunday, December 2, 2012
Niedzielny brunch
Od czasu pierwszej wizyty Tatka tak mu posmakowaly francuskie tosty w mojej wersji, ze staly sie tradycja i zawsze w niedziele musi byc francuski tost na sniadanie.
Tym razem jednak postanowilam zrobic troche inaczej i pomysl okazal sie calkiem fajny, wiec warto go zapisac, moze ktos inny tez skorzysta.
Nie ma przy tym zadnych ilosci, bo to wiadomo zalezy od ilosci osob, ktore chcemy wykarmic;)
A wiec zakupilam francuskie croissants, w naszym przypadku zakupilam ich 6 ale jeden gdzies sie zapodzial w czasie kiedy mialy sie lekko zestarzec;)
W sobote je przekroilam, bo jednak byly troche za swieze i pozwolilam im wyschnac.
Wieczorem przygotowalam do eksperymentu w nastepujacy sposob.
Roztrzepalam 4 jajka z "na oko" troche slodkiej smietanki, dodalam szczypte soli, kazda polowke croissanta zanurzylam w jajecznej mieszance i ulozylam w wysmarowanym maslem naczyniu.
Reszte jajek, bo troche zostalo wylalam w miare rownomiernie na wierzch.
Przykrylam folia spozywcza i zostawilam na noc w lodowce.
Rano wstawilam do piekarnika nagrzanego na 180C na 45 minut.
W tym czasie obralam dwa banany i przeroilam je na pol zarowno wzdluz jak i w poprzek.
Na patelni roztopilam ok. 2 lyzki masla i podsmazylam banany.
Pod koniec smazenia polalam je karmelem, ktory akurat szczesliwie zostal mi po swiatecznych wypiekach.
Podpieczone tosty z croissantow:
Na talerzu kazdy dostal po dwie polowki (na tyle na ile sie dalo to podzielic;)) croissanta, dwa kawalki smazonych bananow i calosc polana karmelem.
Jesli sie komus matematyka nie zgadza z iloscia polowek croissantow i bananow, to oczywiscie byly jeszcze dokladki, bo moj eksperyment calkiem przypadl do gustu tak Tatkowi jak i Wspanialemu.
Tym razem jednak postanowilam zrobic troche inaczej i pomysl okazal sie calkiem fajny, wiec warto go zapisac, moze ktos inny tez skorzysta.
Nie ma przy tym zadnych ilosci, bo to wiadomo zalezy od ilosci osob, ktore chcemy wykarmic;)
A wiec zakupilam francuskie croissants, w naszym przypadku zakupilam ich 6 ale jeden gdzies sie zapodzial w czasie kiedy mialy sie lekko zestarzec;)
W sobote je przekroilam, bo jednak byly troche za swieze i pozwolilam im wyschnac.
Wieczorem przygotowalam do eksperymentu w nastepujacy sposob.
Roztrzepalam 4 jajka z "na oko" troche slodkiej smietanki, dodalam szczypte soli, kazda polowke croissanta zanurzylam w jajecznej mieszance i ulozylam w wysmarowanym maslem naczyniu.
Reszte jajek, bo troche zostalo wylalam w miare rownomiernie na wierzch.
Przykrylam folia spozywcza i zostawilam na noc w lodowce.
Rano wstawilam do piekarnika nagrzanego na 180C na 45 minut.
W tym czasie obralam dwa banany i przeroilam je na pol zarowno wzdluz jak i w poprzek.
Na patelni roztopilam ok. 2 lyzki masla i podsmazylam banany.
Pod koniec smazenia polalam je karmelem, ktory akurat szczesliwie zostal mi po swiatecznych wypiekach.
Podpieczone tosty z croissantow:
Na talerzu kazdy dostal po dwie polowki (na tyle na ile sie dalo to podzielic;)) croissanta, dwa kawalki smazonych bananow i calosc polana karmelem.
Jesli sie komus matematyka nie zgadza z iloscia polowek croissantow i bananow, to oczywiscie byly jeszcze dokladki, bo moj eksperyment calkiem przypadl do gustu tak Tatkowi jak i Wspanialemu.
Tuesday, November 27, 2012
Nadzienie do indyka na slodka nute
W tym roku postanowilam zrobic nadzienie do indyka z wloskiej drozdzowki Panettone z suszonymi owocami i orzechami. Co roku tradycyjnie wyszukuje inne nadzienia, zeby nie powtarzac tego samego i jakos to mi szczegolnie rzucilo sie w oczy.
No to co?
Jedziemy:))
Nadzienie z Panettone
1 drozdzowka Panettone o wadze ok. 1kg. (jesli nie ma mozliwosci zakupu Panettone, mozna uzyc chalke)
120g masla (podzielic na pol)
peczek swiezej szalwi (posiekac drobno same listki)
sol, pieprz
0.5 szklanki suszonych moreli (pokrojone w paski)
0.5 szklanki suszonych wisni lub czeresni
0.5 szklanki dodatkowo albo rodzynek, albo innego suszu, ja dalam ananasa, bo moj Panetton juz mial rodzynki wiec nie chcialam powtarzac.
1 szklanka orzechow (ja dalam peacans, ale moga byc tez inne)
1.5 szklanki drobno posiekanej cebuli
1 szklanka posiekanego selera naciowego
1 szklanka posiekanej drobno lub startej marchwi
2 szklanki wywaru z kurczaka, lub indyka (jesli ktos ma, ja mam;))
2 jajka ale to opcjonalnie jesli lubimy zeby nadzienie sie bardziej trzymalo, mozna ominac, wtedy bedzie bardziej sypkie, lub dac jedno.
Przygotowanie zaczynamy od drozdzowki i tutaj uwaga, zeby nadzienie bylo naprawde smaczne a nie ciapowato-maziaste nalezy drozdzowke porwac w kawalki (nie kroic) dwa dni wczesniej i ulozyc jedna warstwa na blaszce do pieczenia ciastek, zostawic na wierzchu do obeschniecia.
Dlaczego nie kroic tylko rwac na kawalki?
Krojone ciasto ma regularne scianki i pobiera wilgoc z nadzienia rownomiernie, a tego nie chcemy, bo nadzienie jest lepsze jak rozne kawalki ciasta maja nierowna wilgotnosc.
Tak gdzies doczytalam i potwierdzam, ze w tegorocznym nadzieniu wyczuwalo sie wiecej roznorodnosci nasycenia, ale jak ktos lubi, to prosze bardzo niech sobie pokroi;))
Kawalki ciasta powinny obeschnac w sposob naturalny, oczywiscie mozna to zrobic w piekarniku tego samego dnia i tak najczesciej robilam, ale znow przekonalam sie, ze te dwa dni obsychania jednak robia roznice w ostatecznym efekcie.
Slowem "robta jak chceta";))
Teraz zaczyna sie prawdziwa robota:)
Nagrzac piekarnik do 180C rozpuscic polowe masla i jak sie juz rozpusci to pozwolic mu sie powoli gotowac jeszcze przez 5 minut tak zeby sie nie przypalilo ale nabralo bardziej zlotego koloru.
Zdjac maslo z palnika dodac posiekana drobno szalwie, troche soli i pieprzu.
Wymieszac polac maslem z szalwia rozlozone na blaszce kawalki chleba, wymieszac i wstawic do piekarnika na 15 min. W tym czasie zalac goraca woda wszystkie suszone owoce i odstawic na 10 min zeby napecznialy.
Wyjac chleb z piekarnika, powinien miec lekko brazowy kolor (nieregularnie) przelozyc caly chleb do duzej miski.
Zwiekszyc temperature piekarnika do 190C.
Odcedzic owoce i pozostawic na sitku.
Teraz rozpuscic pozostale maslo na duzej patelni, dodac cebule, seler i marchewke i podsmazyc az cebula sie zeszkli a marchew zacznie mieknac (to wlasnie dlatego powinna byc pokrojona w drobna kostke lub starta na tarce jarzynowej).
Podgrzane warzywa wrzucic do chleba, dodac odcedzone owoce, wrzucic orzechy.
Jajka (jesli dajemy, ja dalam) roztrzepac widelcem, ale dodac dopiero jak nadzienie wystygnie, zeby sie nie sciely.
Tak to mniej wiecej wyglada:
Nie ma tu innej mozliwosci tylko trzeba w to wszystko wsadzic rece i mieszac.
Na koniec dodajemy wywar z kurczaka (indyka), przy czym wywar radze dodawac po trochu sprawdzajac zeby nie bylo go za duzo. A juz na sam koniec roztrzepane jajka.
Calosc ma byc dobrze nasaczona, ale nie maziasta.
Bedziecie wyczuwac pod palcami kawalki suchego chleba, nie trzeba sie tym przejmowac, pod warunkiem ze nie jest ich za duzo, to wlasnie nada roznorodnosci smaku calosci po upieczeniu.
Cala ta mikstura ma byc wilgotna, ale nie rownomiernie.
Sprobowac smak i w razie potrzeby dodac sol i pieprz.
Teraz przekladamy calosc do posmarowanego maslem garnka, lub naczynia w ktorym chcemy zapiekac. Piec ok. 40 min bez przykrycia.
Jak wierzch ma ladny zloty kolor i jasno brazowe brzegi to nadzienie jest gotowe.
Nie mam zdjecia po upieczeniu, bo jakos tak wyszlo, ze nie zdazylam zrobic;(
No to co?
Jedziemy:))
Nadzienie z Panettone
1 drozdzowka Panettone o wadze ok. 1kg. (jesli nie ma mozliwosci zakupu Panettone, mozna uzyc chalke)
120g masla (podzielic na pol)
peczek swiezej szalwi (posiekac drobno same listki)
sol, pieprz
0.5 szklanki suszonych moreli (pokrojone w paski)
0.5 szklanki suszonych wisni lub czeresni
0.5 szklanki dodatkowo albo rodzynek, albo innego suszu, ja dalam ananasa, bo moj Panetton juz mial rodzynki wiec nie chcialam powtarzac.
1 szklanka orzechow (ja dalam peacans, ale moga byc tez inne)
1.5 szklanki drobno posiekanej cebuli
1 szklanka posiekanego selera naciowego
1 szklanka posiekanej drobno lub startej marchwi
2 szklanki wywaru z kurczaka, lub indyka (jesli ktos ma, ja mam;))
2 jajka ale to opcjonalnie jesli lubimy zeby nadzienie sie bardziej trzymalo, mozna ominac, wtedy bedzie bardziej sypkie, lub dac jedno.
Przygotowanie zaczynamy od drozdzowki i tutaj uwaga, zeby nadzienie bylo naprawde smaczne a nie ciapowato-maziaste nalezy drozdzowke porwac w kawalki (nie kroic) dwa dni wczesniej i ulozyc jedna warstwa na blaszce do pieczenia ciastek, zostawic na wierzchu do obeschniecia.
Dlaczego nie kroic tylko rwac na kawalki?
Krojone ciasto ma regularne scianki i pobiera wilgoc z nadzienia rownomiernie, a tego nie chcemy, bo nadzienie jest lepsze jak rozne kawalki ciasta maja nierowna wilgotnosc.
Tak gdzies doczytalam i potwierdzam, ze w tegorocznym nadzieniu wyczuwalo sie wiecej roznorodnosci nasycenia, ale jak ktos lubi, to prosze bardzo niech sobie pokroi;))
Kawalki ciasta powinny obeschnac w sposob naturalny, oczywiscie mozna to zrobic w piekarniku tego samego dnia i tak najczesciej robilam, ale znow przekonalam sie, ze te dwa dni obsychania jednak robia roznice w ostatecznym efekcie.
Slowem "robta jak chceta";))
Teraz zaczyna sie prawdziwa robota:)
Nagrzac piekarnik do 180C rozpuscic polowe masla i jak sie juz rozpusci to pozwolic mu sie powoli gotowac jeszcze przez 5 minut tak zeby sie nie przypalilo ale nabralo bardziej zlotego koloru.
Zdjac maslo z palnika dodac posiekana drobno szalwie, troche soli i pieprzu.
Wymieszac polac maslem z szalwia rozlozone na blaszce kawalki chleba, wymieszac i wstawic do piekarnika na 15 min. W tym czasie zalac goraca woda wszystkie suszone owoce i odstawic na 10 min zeby napecznialy.
Wyjac chleb z piekarnika, powinien miec lekko brazowy kolor (nieregularnie) przelozyc caly chleb do duzej miski.
Zwiekszyc temperature piekarnika do 190C.
Odcedzic owoce i pozostawic na sitku.
Teraz rozpuscic pozostale maslo na duzej patelni, dodac cebule, seler i marchewke i podsmazyc az cebula sie zeszkli a marchew zacznie mieknac (to wlasnie dlatego powinna byc pokrojona w drobna kostke lub starta na tarce jarzynowej).
Podgrzane warzywa wrzucic do chleba, dodac odcedzone owoce, wrzucic orzechy.
Jajka (jesli dajemy, ja dalam) roztrzepac widelcem, ale dodac dopiero jak nadzienie wystygnie, zeby sie nie sciely.
Tak to mniej wiecej wyglada:
Nie ma tu innej mozliwosci tylko trzeba w to wszystko wsadzic rece i mieszac.
Na koniec dodajemy wywar z kurczaka (indyka), przy czym wywar radze dodawac po trochu sprawdzajac zeby nie bylo go za duzo. A juz na sam koniec roztrzepane jajka.
Calosc ma byc dobrze nasaczona, ale nie maziasta.
Bedziecie wyczuwac pod palcami kawalki suchego chleba, nie trzeba sie tym przejmowac, pod warunkiem ze nie jest ich za duzo, to wlasnie nada roznorodnosci smaku calosci po upieczeniu.
Cala ta mikstura ma byc wilgotna, ale nie rownomiernie.
Sprobowac smak i w razie potrzeby dodac sol i pieprz.
Teraz przekladamy calosc do posmarowanego maslem garnka, lub naczynia w ktorym chcemy zapiekac. Piec ok. 40 min bez przykrycia.
Jak wierzch ma ladny zloty kolor i jasno brazowe brzegi to nadzienie jest gotowe.
Nie mam zdjecia po upieczeniu, bo jakos tak wyszlo, ze nie zdazylam zrobic;(
Monday, November 26, 2012
Alton moj Bog :)
Jest taki jeden szef kuchni, w ktorego wierze jak w Boga;) A przynajmniej Wspanialy tak twierdzi.
Moja wariacja indykowa, czyli niezawodny sposob na pieczenie indyka to wlasnie dzielo Altona.
Od czasu kiedy wlasnie spotkalam tamten przepis i przekonalam sie, ze mozna upiec indyka z naprawde duzym sukcesem tak samo podchodze do wszystkich innych przepisow Altona.
I tak tez bylo z ta zapiekanka.
Co prawda Altonowy przepis troche pozmienialam na uzytek wlasnych potrzeb chwili, ale najwazniejsze rzeczy pozostawilam takie same.
A najwazniejsze w tym przepisie jest mazidlo, w ktorym nalezy wymieszac warzywa przed zapiekaniem. Wspanialy co prawda jak zobaczyl na liscie zakupow chinski suchy makaron o smaku kurczaka, to powiedzial, ze mnie pogielo.
-- Nie czepiaj sie, bo to przepis... - nie udalo mi sie skonczyc mowic, bo juz za mnie dodal:
-- Altona... oczywiscie to musi byc przepis Altona!
-- Tak, a jak Alton zrobil i zjadl, to i Ty sie nie otrujesz - podsumowalam i kazalam szukac tych chinskich kluchow.
Dzielo nazywam zapiekanka warzywna, bo w sumie mozna w ten sposbo zrobic rozne inne warzywa, u mnie padlo na kalafiory i brokuly.
Zapiekanka warzywna
0.5 szklanki majonezu
0.5 szklanki yogurtu naturalnego
1.25 szklanki startego sera (ja uzylam Cheddar - zgodnie z przepisem)
1/3 szklanku sosu do salatek Blue Cheese
2 jajka
sol, pieprz ile kto lubi
1 opakowanie Ramen Noodles (te chinskie kluchy) o smaku kurczaka
maly kalafior plus taka sama ilosc brokul (tylko kwiaty)
Majonez, yogurt, sos Blue Cheese wymieszac razem, dodac torebke przypraw z chinskiego makaronu, dodac do tego dwa roztrzepane jajka i starty ser. Wszystko razem wymieszac doprawic sola i pieprzem.
W duzej misce wymieszac kalafior i brokuly, dodac polamany chinski makaron zalac przygotowanym wczesniej sosem i dobrze wymieszac, tak aby kazdy kawalek kalafiora i brokula mial kontakt z sosem.
Calosc przelozyc do zaroodpornego naczynia i zapiekac w temp. 180C pod przykryciem przez 45 min. Pozniej odkryc i zapiekac odkryte jeszcze przez 15 min.
Pomimo dziwnych skladnikow, w dodatku takich, ktorych unikam zapiekanka jest pyszna.
Moja wariacja indykowa, czyli niezawodny sposob na pieczenie indyka to wlasnie dzielo Altona.
Od czasu kiedy wlasnie spotkalam tamten przepis i przekonalam sie, ze mozna upiec indyka z naprawde duzym sukcesem tak samo podchodze do wszystkich innych przepisow Altona.
I tak tez bylo z ta zapiekanka.
Co prawda Altonowy przepis troche pozmienialam na uzytek wlasnych potrzeb chwili, ale najwazniejsze rzeczy pozostawilam takie same.
A najwazniejsze w tym przepisie jest mazidlo, w ktorym nalezy wymieszac warzywa przed zapiekaniem. Wspanialy co prawda jak zobaczyl na liscie zakupow chinski suchy makaron o smaku kurczaka, to powiedzial, ze mnie pogielo.
-- Nie czepiaj sie, bo to przepis... - nie udalo mi sie skonczyc mowic, bo juz za mnie dodal:
-- Altona... oczywiscie to musi byc przepis Altona!
-- Tak, a jak Alton zrobil i zjadl, to i Ty sie nie otrujesz - podsumowalam i kazalam szukac tych chinskich kluchow.
Dzielo nazywam zapiekanka warzywna, bo w sumie mozna w ten sposbo zrobic rozne inne warzywa, u mnie padlo na kalafiory i brokuly.
Zapiekanka warzywna
0.5 szklanki majonezu
0.5 szklanki yogurtu naturalnego
1.25 szklanki startego sera (ja uzylam Cheddar - zgodnie z przepisem)
1/3 szklanku sosu do salatek Blue Cheese
2 jajka
sol, pieprz ile kto lubi
1 opakowanie Ramen Noodles (te chinskie kluchy) o smaku kurczaka
maly kalafior plus taka sama ilosc brokul (tylko kwiaty)
Majonez, yogurt, sos Blue Cheese wymieszac razem, dodac torebke przypraw z chinskiego makaronu, dodac do tego dwa roztrzepane jajka i starty ser. Wszystko razem wymieszac doprawic sola i pieprzem.
W duzej misce wymieszac kalafior i brokuly, dodac polamany chinski makaron zalac przygotowanym wczesniej sosem i dobrze wymieszac, tak aby kazdy kawalek kalafiora i brokula mial kontakt z sosem.
Calosc przelozyc do zaroodpornego naczynia i zapiekac w temp. 180C pod przykryciem przez 45 min. Pozniej odkryc i zapiekac odkryte jeszcze przez 15 min.
Pomimo dziwnych skladnikow, w dodatku takich, ktorych unikam zapiekanka jest pyszna.
Zupa z kasztanow
Kilka lat temu w ferworze zakupow na Thanksgiving jakos tak kupilo mi sie troche za duzo warzyw takich korzeniowych. Wiedzialam, ze jesli z tego nic nie zrobie to sie zmarnuja, a ze marnowac nie lubie, to wrzucilam do gara i ugotowalam, tak zupelnie bezmyslnie. Bylo tam wszystko i parsnips, i seler, i marchewka... zywcem wszystko co ma korzen.
Jak sie juz ugotowalo to stanelam nad tym garem i ciagle nie mialam pojecia co to ma byc.
-- Co tam jeszcze gotujesz? - zapytal zupelnie nie w pore Wspanialy.
Ale chyba to pytanie mnie olsnilo, bo dorzucilam garsc jakiegos zielska, lacznie ze szpinakiem i tym sposobem powstala zupa, ktora na koniec zmiksowalam i dodalam troche smietanki.
Tak to wlasnie zrodzila sie nasza osobista tradycja zupy na Thanksgivig, bo zupa "z koniecznosci" okazala sie hitem i teraz juz wszyscy wiedza, ze Stardust poda zupe przed glownym daniem jakim oczywiscie jest indyk.
W tym roku nie moglo byc inaczej, ale tez musialam wymyslic nowa zupe, bo przeciez nie mozna robic powtorki z czegos co juz bylo.
Szukalam, szukalam, az znalazlam odpowiedni przepis, ktory tylko troche zmienilam i tak powstala:
Zupa z kasztanow i jablek
2 lyzki stolowe masla
2 lyzki stolowe oliwy z oliwek
2 cups posiekanych szalotek (sa delikatniejsze niz zwykla cebula, chociaz zwykla cebula pewnie tez moze byc, ale w mniejszej ilosci)
4 lodygi selera naciowego (posiekane)
4 duze lub 5 srednich slodkich jablek (moga byc Gala lub Pink Lady, ja dalam Gala)
1 lyzka stolowa posiekanych lisci swiezej szalwi
500g pieczonych kasztanow
3 szklanki wywaru z warzyw
2 szklanki wody
1 szklanka soku jablkowego
sol, pieprz do smaku i ewentualnie sok z polowy cytryny
Maslo i oliwe roztopic na dnie garnka, dodac posiekane szalotki i seler naciowy, lekko podsmazyc do zeszklenia cebuli. Dodac obrane i posiekane jablka, sol i pieprz i smazyc ok. 5min, az jablka zaczna mieknac:
Dodac kasztany:
Wlac wode, sok jablkowy i wywar z warzyw doprowadzic do wrzenia i gotowac na malym ogniu ok. 15-20 min. Na koniec ewentualnie dodac soli i pieprzu, ja dalam jeszcze sok z polowy cytryny, ot tak dla podkreslenia smaku. Zdjac z ognia i zmiksowac.
W oryginalnym przepisie zupa byla podana z grzankami, ale ja chcialam cos innego.
No to sobie wymyslilam kupilam suszone plastry jablek i pokroilam je w cienkie paski (na zapalke) wrzucilam je na sucha patelnie i lekko (trzeba uwazac, zeby nie przypalic) podsmazylam tak zeby byly chrupkie.
Wymyslilam sobie, ze zupe podam udekorowana takim kopcem z jablkowych zapalek.
Niestety moje pomysly sobie, a zapalki sobie i nie chcialy stac, wiec wygladalo to tak:
Jak widac, zupa nie ma ciekawego koloru, ale jest naprawde pyszna.
Jesli ktos lubi to pewnie moze spokojnie dodac odrobine smietanki, ktora rozjasni kolor zupy, ale ja nie chcialam przesadzac z kaloriami;)))
Chocby dlatego, ze kalorie i tak czekaly na mnie w pozostalych daniach i ciastach.
Jak sie juz ugotowalo to stanelam nad tym garem i ciagle nie mialam pojecia co to ma byc.
-- Co tam jeszcze gotujesz? - zapytal zupelnie nie w pore Wspanialy.
Ale chyba to pytanie mnie olsnilo, bo dorzucilam garsc jakiegos zielska, lacznie ze szpinakiem i tym sposobem powstala zupa, ktora na koniec zmiksowalam i dodalam troche smietanki.
Tak to wlasnie zrodzila sie nasza osobista tradycja zupy na Thanksgivig, bo zupa "z koniecznosci" okazala sie hitem i teraz juz wszyscy wiedza, ze Stardust poda zupe przed glownym daniem jakim oczywiscie jest indyk.
W tym roku nie moglo byc inaczej, ale tez musialam wymyslic nowa zupe, bo przeciez nie mozna robic powtorki z czegos co juz bylo.
Szukalam, szukalam, az znalazlam odpowiedni przepis, ktory tylko troche zmienilam i tak powstala:
Zupa z kasztanow i jablek
2 lyzki stolowe masla
2 lyzki stolowe oliwy z oliwek
2 cups posiekanych szalotek (sa delikatniejsze niz zwykla cebula, chociaz zwykla cebula pewnie tez moze byc, ale w mniejszej ilosci)
4 lodygi selera naciowego (posiekane)
4 duze lub 5 srednich slodkich jablek (moga byc Gala lub Pink Lady, ja dalam Gala)
1 lyzka stolowa posiekanych lisci swiezej szalwi
500g pieczonych kasztanow
3 szklanki wywaru z warzyw
2 szklanki wody
1 szklanka soku jablkowego
sol, pieprz do smaku i ewentualnie sok z polowy cytryny
Maslo i oliwe roztopic na dnie garnka, dodac posiekane szalotki i seler naciowy, lekko podsmazyc do zeszklenia cebuli. Dodac obrane i posiekane jablka, sol i pieprz i smazyc ok. 5min, az jablka zaczna mieknac:
Dodac kasztany:
Wlac wode, sok jablkowy i wywar z warzyw doprowadzic do wrzenia i gotowac na malym ogniu ok. 15-20 min. Na koniec ewentualnie dodac soli i pieprzu, ja dalam jeszcze sok z polowy cytryny, ot tak dla podkreslenia smaku. Zdjac z ognia i zmiksowac.
W oryginalnym przepisie zupa byla podana z grzankami, ale ja chcialam cos innego.
No to sobie wymyslilam kupilam suszone plastry jablek i pokroilam je w cienkie paski (na zapalke) wrzucilam je na sucha patelnie i lekko (trzeba uwazac, zeby nie przypalic) podsmazylam tak zeby byly chrupkie.
Wymyslilam sobie, ze zupe podam udekorowana takim kopcem z jablkowych zapalek.
Niestety moje pomysly sobie, a zapalki sobie i nie chcialy stac, wiec wygladalo to tak:
Jak widac, zupa nie ma ciekawego koloru, ale jest naprawde pyszna.
Jesli ktos lubi to pewnie moze spokojnie dodac odrobine smietanki, ktora rozjasni kolor zupy, ale ja nie chcialam przesadzac z kaloriami;)))
Chocby dlatego, ze kalorie i tak czekaly na mnie w pozostalych daniach i ciastach.
Friday, November 16, 2012
Przepis dla wyjatkowych leniwcow;)
Wiadomo juz chyba wszem i wobec oraz kazdemu z osobna, zem leniwa jest jak malo kto. Sam tytul bloga mowi za siebie, ale czasem jednak trzeba cos popelnic, bo nie ma innego wyjscia.
Tak jak ostatnio, maz moj Wspanialy lubi jablka, najlepiej pod postacia jakiegos ciasta z jablkami, lub moglyby byc pieczone.
Tylko kto sie z tym bedzie pitolil.
No to polazilam po roznych przepisach i wynalazlam patent na pyszne "ciasto" z jablkami tyle, ze bez ciasta, a wiec polowa (jak nie wiecej) roboty odpada, a efekt, jeszcze lepszy od szarlotki.
Wnalazek nazywa sie crisp i mozna go zrobic z kazdymi w sumie owocami, robilam juz z rabarbarem i truskawkami, robilam z owocami jagodowymi, a tym razem przepis bedzie z jablkami jak na jesien przystalo.
Crisp z jablkami:
1/2 cup maki
1/2 cup platkow owsianych
1/2 siekanych orzechow moga byc peacans albo ostatnio nie mialam orzechow to zastapilam je platkami sniadaniowymi z ziarnami (chodzi o to zeby platki byly chrupkie i nie rozmiekaly).
1/2 cup rozpuszczonego i wystudzonego masla (moze byc maslo miekkie o temperaturze pokojowej) jak nie mam czasu czekac, to rozpuszczam.
1/4 cup bialego cukru (daje troche mniej, bo nie lubie slodkiego)
1/4 cup brazowego cukru (tez daje mniej)
Wszystkie powyzsze skladniki wsypac do miski, dodac maslo i dobrze wymieszac, odstawic.
Wlaczyc piekarnik na 190C (375F)
Teraz bierzemy sie za jablka.
5-6 duzych jablek
sok z polowy cytryny
2 lyzki stolowe masla
1/3 cup bialego cukru
1/3 cup brazowego cukru
cynamon ile kto lubi, ja czesto zapominam o cynamonie, bo nie przepadam;)
Jablka obrac, wyciac gniazda nasienne, pokroic w kawalki, kostke, plasterki co komu pasuje, byle bylo to mniej wiecej podobne do siebie i podobnej wielkosci.
Skropic sokiem z cytryny. Na duzej patelni rozpuscic 2 lyzki stolowe masla, dodac oba cukry i podgrzewac az cukier sie rozpusci i zacznie karmelizowac, dodac jablka.
Smazyc ok. 4-5 minut mieszajac aby jablka pokryly sie mazia cukrowa i zaczely mieknac.
Wylozyc jablka do przygotowanej wczesniej formy do pieczenia. Na wierzch posypac przygotowana wczesniej posypka z miski. To maja byc takie grudki.
Pizgnac do piekarnika, piec ok. 30 min az wierzch bedzie ladnie brazowy.
Tak to mniej wiecej wyglada po upieczeniu.
Mozna jesc na goraco, pychota z galka lodow, albo na zimno.
Nie da sie tego kroic nozem, wiec nakladam lyzka na talerzyki i podjadamy:))
Calosc zajmuje w sumie 15-20 minut przygotowania i pozniej dodatkowe 30 pieczenia, a radochy na caly dzien, albo i dwa;))
Smacznego!!
Tak jak ostatnio, maz moj Wspanialy lubi jablka, najlepiej pod postacia jakiegos ciasta z jablkami, lub moglyby byc pieczone.
Tylko kto sie z tym bedzie pitolil.
No to polazilam po roznych przepisach i wynalazlam patent na pyszne "ciasto" z jablkami tyle, ze bez ciasta, a wiec polowa (jak nie wiecej) roboty odpada, a efekt, jeszcze lepszy od szarlotki.
Wnalazek nazywa sie crisp i mozna go zrobic z kazdymi w sumie owocami, robilam juz z rabarbarem i truskawkami, robilam z owocami jagodowymi, a tym razem przepis bedzie z jablkami jak na jesien przystalo.
Crisp z jablkami:
1/2 cup maki
1/2 cup platkow owsianych
1/2 siekanych orzechow moga byc peacans albo ostatnio nie mialam orzechow to zastapilam je platkami sniadaniowymi z ziarnami (chodzi o to zeby platki byly chrupkie i nie rozmiekaly).
1/2 cup rozpuszczonego i wystudzonego masla (moze byc maslo miekkie o temperaturze pokojowej) jak nie mam czasu czekac, to rozpuszczam.
1/4 cup bialego cukru (daje troche mniej, bo nie lubie slodkiego)
1/4 cup brazowego cukru (tez daje mniej)
Wszystkie powyzsze skladniki wsypac do miski, dodac maslo i dobrze wymieszac, odstawic.
Wlaczyc piekarnik na 190C (375F)
Teraz bierzemy sie za jablka.
5-6 duzych jablek
sok z polowy cytryny
2 lyzki stolowe masla
1/3 cup bialego cukru
1/3 cup brazowego cukru
cynamon ile kto lubi, ja czesto zapominam o cynamonie, bo nie przepadam;)
Jablka obrac, wyciac gniazda nasienne, pokroic w kawalki, kostke, plasterki co komu pasuje, byle bylo to mniej wiecej podobne do siebie i podobnej wielkosci.
Skropic sokiem z cytryny. Na duzej patelni rozpuscic 2 lyzki stolowe masla, dodac oba cukry i podgrzewac az cukier sie rozpusci i zacznie karmelizowac, dodac jablka.
Smazyc ok. 4-5 minut mieszajac aby jablka pokryly sie mazia cukrowa i zaczely mieknac.
Wylozyc jablka do przygotowanej wczesniej formy do pieczenia. Na wierzch posypac przygotowana wczesniej posypka z miski. To maja byc takie grudki.
Pizgnac do piekarnika, piec ok. 30 min az wierzch bedzie ladnie brazowy.
Tak to mniej wiecej wyglada po upieczeniu.
Mozna jesc na goraco, pychota z galka lodow, albo na zimno.
Nie da sie tego kroic nozem, wiec nakladam lyzka na talerzyki i podjadamy:))
Calosc zajmuje w sumie 15-20 minut przygotowania i pozniej dodatkowe 30 pieczenia, a radochy na caly dzien, albo i dwa;))
Smacznego!!
Subscribe to:
Posts (Atom)