Zlote mysli


The only time to eat diet food is while you're waiting for the steak to cook.

Julia Child

Thursday, February 11, 2010

Warzywa lisciaste

Pustkami tu wieje ostatnio. A dzieje sie tak glownie dlatego, ze zmienilam sposob odzywiania sie, na zdrowszy, bo w sumie zawsze jedlismy prawie zdrowo, a teraz jemy naprawde zdrowo:)
Przy tej tez okazji odkrywam ciagle to nowe warzywa lisciaste.
Jednym z takich odkryc jest collard green.
Probowalam znalezc polska nazwe, ale Wikipedia nie ma wersji tej strony w jezyku polskim, wiec moge tylko liczyc na to, ze ktos warzywo rozpozna i napisze mi jak sie to nazywa po polsku.
W tym celu zamieszczam zdjecie z wikipedii tu ponizej:

Zakupilam wiec wiazke tych lisci i zrobilam jako warzywo do obiadu.
W zasadzie to zaden wielki przepis, bo liscie umylam, wycielam z nich srodkowa zyle, bo to dosc twarde i wymaga dluzszego gotowania, a ja chce wszystko latwo, lekko, szybko i przyjemnie.
Tak przekrojone na pol wzdluz liscie pokroilam na paski szerokosci ok 2-2,5 centymetra.
Na patelnie wrzucilam boczek, wysmazylam go na brazowe skwarki i zlalam tluszcz, skwarki odlozylam na bok, potem na rozgrzana w tej samej patelni oliwke wrzucilam kilka grubo posiekanych zabkow czosnku i jak tylko czosnek zaczal wydzielac ladny zapach to rowniez go usunelam przy pomocy dziurkowanej lyzki. Teraz na patelnie do goracej oliwy wrzucilam posiekane liscie i przykrylam pokrywa.
Co jakis czas nalezy te liscie przemieszac, zeby sie rowno gotowaly.
Jesli potrzeba to mozna dolac odrobine wody, ale liscie maja sie gotowac az do miekkosci, chociaz moje byly takie al dente, bo nie lubie nic rozciapanego;) Jak juz liscie byly odpowiednio ugotowane dodalam skwarki boczku i czosnek.
Teraz dodalam sol, pieprz i troche ziarenek ostrego pieprzu czerwonego.
Calosc podgrzewalam jeszcze przez ok 5 min tak aby liscie przeszly smakiem i zapachem czosnku i boczku.
Podalam z grillowana jagniecina.
I takie wlasnie obiady ostatnio jemy:) mieso, ryba i warzywa, to wszystko.

Friday, January 1, 2010

Dla wielbicieli czekolady

Bardzo lubie czekolade, ale tylko ciemna, powyzej 70% coca, wszystko ponizej moze nie istniec.
No nie powiem, czasem sie poswiece i zjem takie 60% ale to juz musze byc na wyjatkowo dlugim glodzie czekoladowym:)
Z okazji tegorcznego Sylwestra postanowilam zrobic mus czekoladowy, wlasnie z ciemnej czekolady i wyszedl naprawde mniamniusny.
Oczywiscie mozna go zrobic z czekolady mlecznej, czy nawet bialej jak ktos lubi.

Mus czekoladowy
13/4 cup slodkiej smietanki
340g czekolady, najlepsze sa chips, ale ja osobiscie robilam z czekolady, ktora zawsze kupuje w duzym bloku (1kg) i pokruszylam ja na male kawalki.
90ml expresso lub bardzo mocnej kawy
4 lyzki stolowe masla
1 lyzka stolowa ciemnego rumu
1 lyzeczka granulowanej zelatyny

Smietanke schlodzic mocno w lodowce, miske do ubijania i ubijaki od miksera wlozyc na kilka godzin do zamrazalnika.
W wodnej kapieli rozpuscic ciagle mieszajac czekolade, kawe, rum i maslo. Uwazac, zeby woda gotowala sie bardzo powoli, takie tylko murganie. Jak juz wszystko jest rozupszczone odstawic do ostygniecia i od czasu do czasu zamieszac.
Do metalowej miarki 1/4 cup odlac troche smietanki i wsypac zelatyne. Odstawic na 10 min do specznienia.
Po 10 min ostroznie nad palnikiem lub swieczka podgrzewac miarke ze smietanka, mieszajac aby zelatyna sie delikatnie rozpuscila. Nie zagotowac!!!
Rozupuszczona zelatyne dodac do rozpuszczonej czekolady i dokladnie wymieszac.
W zmrozonej misce ubic pozostala czesc smietanki za pomoca zimnych ubijakow.
Nastepnie 1/4 smietanki dodac do misktury czekoladowej i delikatnie wymieszac, nastepnie dodac reszte smietanki i dokladnie wymieszac z czekolada, uwazajac zeby mieszanie nie trwalo za dlugo, w celu utrzymania lekkosci musu.
Przelozyc do pucharkow deserowych i schlodzic w lodowce.
Jesli mus ma byc przechowywany do nastepnego dnia, nalezy kazdy pucharek indywidualnie przykryc folia spozywcza w zeby zapobiec tworzeniu sie suchego wierzchu.

Dzis na wspomnienie smaku, robi mi sie slabo i bardzo zaluje, ze nie podzielilam tego na mniejsze porcje kombinujac dodatkowe na dzis. Nawiasem mowiac z podanych proporcji wychodzi spokojnie 8 porcji.
Ten mus jest pyszny, nie wyczuwa sie kawy ani rumu (ilosci znikome) ale mysle, ze te male dodatki mimo to wplywaja na smak ogolny. Fakt, nie ma sie co czarowac, jest to bomba kaloryczna, ale za to jaka pyszna...

Sunday, December 27, 2009

Mini kurczaki

W Stanach nazywa sie takie mini kurczaki cornish hens. Nie moglam znalezc polskiej nazwy tych malych ptaszkow, jakos nie bardzo dowierzalam Wspanialemu, ze to nic wiecej tylko kurczak, ktoremu nie bylo dane dorosnac do wiekszych rozmiarow, az wreszcie zerknelam do Wiki i przekonalam sie, ze Wspanialy ma racje. Sa to kurczaki, ktorym nie pozwolono dorosnac.
Zanabylam wiec takie mniniaturki na Boze Narodzenie, bo juz nie mialam pomyslu co by tu wykombinowac na bozonarodzeniowy obiad i postanowilam zrobic a nazwalam je:

Butterfly cornish hens w pomaranczowej glazurze
Potrzebujemy do tego mini kurczaki w ilosci jeden na dwie osoby (polowka na glowe jest w sam raz)
sol, pieprz, musztarde dijon, mrozony koncentrat soku pomaranczowego i to wszystko.



Ptaszydla umyc i kladac na desce piersiami w dol wyciac kregoslup. W ten sposob mozna ptaka rozlozyc na plasko i lekko uderzajac w piersi rozplaszczyc. Posolic i popieprzyc wewnetrzna strone i ulozyc w zaroodpornym naczyniu wysmarowanym maslem.

Znow posolic i popieprzyc i wstawic do nagrzanego do 210C piekarnika.
Lyzke stolowa musztardy wymieszac z dwoma lyzkami koncentratu pomaranczowego i po 30 min pieczenia posmarowac ptaki ta mieszanina. Piec przez nastepne 30 min. Wyjac i znow posmarowac reszta mieszanki koncentratu z musztarda, po uplywie 15 minut przeciac nozycami do drobiu na pol wzdluz kosci mostka.

Takie mlodziutkie kurczaki maja cienka skore i glazura doskonale przez nia penetruje mieso nadajac mu ciekawy bardzo delikatny smak.
Podalam udekorowane plastrem pomaranczy z dodatkiem salatki z aruguli, serem feta i jezynami i czastkami pomaranczy.

Saturday, December 26, 2009

Zapasy do wykorzystania

Jestem chomikiem i chomikuje bez opamietania, kupuje bo uwazam, ze cos powinnam miec, a potem lezy/stoi to miesiacami na polce i niestety, musze sie przyznac, ze czesto nigdy nie zostaje wykorzystane.
Przy ostatnim remanencie odkrylam 2 puszki maku z bakaliami firmy Bakaland, termin waznosci wisi na wlosku, wiec cos nalezalo z tym zrobic. Wspanialy przekonuje, ze puszki sa w sumie dobre nawet rok po uplywie terminu waznosci, chyba, ze "spuchna" to wtedy nawet nie ma ich po co otwierac. Moze to i racja, bo pamietam, kilka puszek w moim zyciu, ktore mocno przeterminowane, jednak nie byly spuchniete.
Ale postanowilam sie poprawic i nie kupowac jak sroka, bo sie swieci, oraz jesli juz kupilam, to wykorzystac.
Takim to sposobem padlo na mak w puszce. O klasycznym makowcu w formie strucli nawet nie marze, bo ciasto drozdzowe to moja pieta Achillesowa a i roboty przy tym od groma i ciut, ciut, a wiadomo narobic to ja sie raczej nie lubie.
Makowiec na kruchym spodzie odpada, bo nie przepadam za kruchymi spodami i zrobic tez go trzeba.
Tak wiec zostalam z puszka na sumieniu i juz myslalam, ze nic nie wymysle, az wpadlam na pomysl zeby poszperac w zasobach WZ, tam zawsze jakas madra glowa cos wymysli.
Mialam racje, Ave, ktora zreszta poznalam bedac w Polsce ma tam doskonaly przepis na tort makowo-bakaliowy.
Ewusku, niech Ci pan Bog w dzieciach wynagrodzi za uratowanie mojej puszki maku przed niechybna smiercia przez wyrzucenie;)
Tort makowy z kremem migdalowym

1puszka maku Bakaland (850g) mozna dodac wiecej bakali jesli ktos lubi, ja zostawilam jak jest, bo obawialam sie ze wieksza ilosc bakali moze byc za ciezka.
1/3 cup cukru (mozna wiecej, jak ktos lubi bardzo slodkie)
150g masla
50g bulki tartej
6 jajek
kasza manna do wysypania formy

Maslo o temp. pokojowej utrzec z cukrem na puszysta mase, dodac po jednym zoltka odzielone od bialek.
Potem powoli dodawac mase makowa i bulke tarta. Bialka ubic na sztywna piane z dodatkiem szczypty soli i delikatnie polaczyc z masa.
Dno tortownicy wylozyc papierem do pieczenia, boki posmarowac tluszczem i wysypac kasza manna.
Piec w temp. 180C ok. 60min w zaleznosci od piekarnika, najlepiej z funkcja teromobiegu.
Ciasto wyrasta, ale potem opada, w sumie nie jest wysokie, ale daje sie ostroznie przekroic. Nawet jak peknie, bo peka latwo to da sie uratowac;)
Tak naprawde to nie mam wiekszego uzasadnienia dlaczego postanowilam zrobic krem migdalowy do tego ciasta, chyba poza tym, ze mialam migdaly w platkach i chcialam je zuzyc;)
Z drugiej strony doszlam do wniosku, ze zmielone na drobny "srut" platki migdalowe beda sie doskonale komponowac ze srutem maku i nie beda razily, tym sposobem powstal krem.

Krem migdalowy

4 jajka
1 lyzka stolowa cukru
150g bialej czekolady
3 lyzki stolowe slodkiej smietany
1cup zmielonych migdalow
3/4 cup mleka w proszku
380g masla
3 lyzki stolowe cukru pudru

Cale jajka ubic na parze z dodatkiem lyzki cukru, dodac rozpuszczona w na parze czekolade z dodatkiem slodkiej smietany dobrze wymieszac. Dodac zmielone w mlynku do kawy migdaly, mleko w proszku, zmiksowac i odstawic do calkowitego ostudzenia.
Maslo utrzec z cukrem pudrem na puszysta mase i ciagle ucierajac dodac powoli miks jajeczno-migdalowy.
Polowa masy przelozyc biszkopt i druga polowa oblozyc caly tort, posypac podpieczonymi na suchej patelni platkami migdalowymi.


Tort jest naprawde pyszny!!!
Ewus (Ave) dziekuje serdecznie za zamieszczenie tego przepisu na WZ:))

Friday, December 25, 2009

Paella z owocow morza.

W zwiazku z czesciowym zerwaniem z tradycja wigilijna, postanowilam w miejsce tych wszystkich dan zrobic paelle, a tylko zachowac barszczyk z pasztecikami (ostatnia notka) i dwa rodzaje sledzi, oraz koktajl z krewetek. Pomimo zerwania, chce zachowac bezmiesny jadlospis wigilijny, wbrew temu co tam sobie kk pozmienial, nie beda mnie oni mieszac w moich wlasnych tradycjach:)
Stac mnie na wlasne obalanie starych i tworzenie nowych tradycji:)
Wobec tego paella byla tylko z owocow morza, a nie klasyczna z kielbasa chorizo i kurczakiem. Przepis na klasyczna posiadam i kiedys podam w ramach latania dziur czasowych w momentach kiedy nie gotuje, bo nie musze.

Wigilijna paella
krewetki
przegrzebki
malze
mule
moga tez byc ogony rakow, ale tym razem nie dalam.
ryz
sok z malzy
oliwa
sol
pieprz
sos sofrito*
papryka czerwona
oliwki zielone
groszek zielony
szafran

Ilosci nie podaje, bo to sobie kazdy musi ustalic sam w zaleznosci od ilosci osob.
Zaczynamy od podgrzania oleju na duzej ale nie za glebokiej patelni, wrzucamy kolejno krewetki, przegrzebki, dodajemy szafran i sos sofrito* sol, pieprz potem malze i mule. Dodajemy sok z malzy i przykrywamy pokrywa, co kilka minut sprawdzajac czy sie wszystkie muszle otworzyly.


Potem dodajemy podgotowany ryz, posiekane oliwki, papryke pokrojona w kostke lub paski, groszek zielony. Calosc mieszamy i wstawiamy do piekarnika, az ryz bedzie miekki i sos odparuje.

I to cala filozofia paelli, danie gotowe do spozycia. Jesli ktos lubi to moze podawac posypana zielona pietruszka, ja nie lubie, wiec tego nie robie, zamiast pietruszki wole cilantro, ale bylo nieobecne w domu, wiec sie obeszlo bez. Koniecznie natomiast nalezy podac z kawalkiem cytryny i niech sobie sami goscie skrapiaja wedlug wlasnego uznania.

* przepis na sos sofrito podam w nastepnej notce:)

Wigilia w pigulce

czyli zupelnie bezbolesna:)
W tym roku postanowilam, ze na swieta nie bede wmuszac w rodzine (wielka rodzina, 3 osoby) tradycyjnych dan polskich. Wspanialy je przez grzecznosc i obawiam sie, ze juz na 2 tygodnie przed swietami stresuje sie wygrzebywaniem osci z filetow sledziowych. No on tak ma, ze sie boi osci jak diabel swieconej wody, wiec kladzie kawalek sledzia na talerzu i grzebie w nim, nie zwracajac uwagi na moje zapewnienia, ze osci tam niet.
Mozecie sobie wyobrazic co sie dzialo, jak w czasie pobytu w Polsce, bratowa kiedys na obiad podala cale pstragi pieczone!!! Glupio mu bylo grzebac, to podziubal i zostawil wymawiajac sie, ze nie jest glodny.
OK juz wracam do tematu.
Wiec powycinalam wszystko co sie dalo wyciac z wigilijnego menu ale na wyrazne zyczenie i prosbe Potomka pozostawilam barszczyk czerwony, ktory co prawda Potomek preferuje z uszkami, ale zezre tez z pasztecikiem.
Wiadomo uszek to ja nie lepie, przeciez gotuje tylko jak musze.
Prosbe o barszczyk Potomek tez wniosl z lekka za pozno, bo bylo to juz po moich zakupach na Greenpoincie, wiec cala prosba byla pod znakiem zapytania. Duzym znakiem.
Ale okazalo sie, ze w zamrazarce mam jeszcze jeden pojemnik barszczu z ubieglej wigili.
Ha!! Niebo nade mna czuwa, bo juz mialam stres pod tytulem gotowanie barszczyku.
Tego tez nie robie.
Kupuje gotowy barszczyk w sprawdzonym polskim sklepie gdzie tenze jest wytwarzany metoda "domowa" cokolwiek mialoby to nie oznaczac, potem go sobie dosmaczam pod moj wlasny gust i jest OK.
Wiec barszczyk byl, uszek nie znaleziono, zreszta ubiegloroczne uszka moglyby sie do niczego nie nadawac, to postawilam na paszteciki.
Pewnie teraz ktos mysli, ze przy pasztecikach tez duzo roboty, to sie zaraz przekona, ze nie.
Paszteciki zrobilam z samymi grzybami, bo gotowanie kapusty, to dodatkowa robota i zapach niezbyt swiateczny. Paszteciki byly w zakupionych specjalnie na te okazje foremkach z ciasta francuskiego.
Caly projekt pasztecikowy zaczynamy od stworzenia farszu.
W tym celu bierzemy swieze grzyby, ja mialam porcini i garsc grzybow suszonych, te drugie zalewamy goraca woda i odstawiamy do nasiakniecia.
W miedzyczasie swieze grzybki koroimy jak popadnie i podsmazamy na patelni, na masle, studzimy.
Teraz wrzucamy do food processora cebule, podsmazone i wystudzone grzyby oraz odcisniete suszone grzyby. Naciskamy guzik i rozdrabniamy na calkiem drobno.
Cala mieszanine jeszcze raz podgrzewamy dla polaczenia smakow i przy tym solimy i pieprzymy.
Teraz wyjmujemy zakupione foremki z ciasta francuskiego i ukladamy na blaszcze do pieczenia, przy pieczeniu stosujemy sie dokladnie do sugestii producenta wyczytanych na opakowaniu.
Pod koniec pieczenia podnosimy pokrywki foremek, napelniamy farszem, przykrywamy i pizgamy calosc do piekarnika na kolejne kilka minut.
O i mamy takie paszteciki:)

Malina;)))

Sunday, December 20, 2009

Cos ze mna nie tak;)


Chyba sie starzeje:)) to znaczy, wiadomo, ze sie starzeje, bo chyba nikt kto zyje nie mlodnieje, ale cos mi sie zdawa, ze zaczynam wchodzic w niebezpieczny okres:)
Skad taka konkluzja? Coz zaobserwowalam cos niepokojacego.
Mianowicie w srode jedna z moich klientek przyniosla mi ciastka wlasnego wypieku. Ja ciastek nie lubie, ale jak przystalo na porzadna osobe przyjelam je z radoscia i wdziecznoscia. Po czym jak tylko klientka sobie poszla, to ja postawilam pudlo ciastek na stoliku i pomyslalam "niech sie czestuje kto chce".
Kilka godzin pozniej przypomnialam sobie, ze nic nie jadlam, a bylo juz za pozno na lunch, jeszcze dwie godziny i pojade do domu. Hmmmm co tu zrobic?
Nic, zaczelam wyzerac po jednym ciastka. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale najbardziej zasmakowaly mi takie z orzechami pecans.
Nastepnego dnia zadzwonilam do Karen:
-- Wiesz, ja bym chciala przepis na te ciastka z orzechami, ale tylko pod warunkiem, ze to nie jest skomplikowane.
-- Hahaha gdyby TO bylo skomplikowane to JA tez bym ich nie piekla. Stardust cala praca przy ciastkach trwa 10 min. tyle ile potrzeba do nagrzania piekarnika.
-- Dawaj.
I w ten oto sposob dostalam przepis, a dzis z nudow postanowilam upiec pierwsze w moim zyciu ciastka.
Tak, tak wcale nie przesadzam, nigdy w zyciu nie pieklam ciastek.

Koronkowe ciasteczka z orzechami
ok 70g masla (pisze ok, bo moj przepis opiewa na 1/2 stick of butter, a nie kazde maslo jest pakowane tak jak tutaj, wiec zwazylam dokladnie bylo 68g)
1/3 cup cukru
2 lyzki stolowe syropu z agawy (w oryginale jest syrop kukurydziany, ale ja sie gniewam na kukurydze)
1/3 cup maki
1 cup posiekanych drobno orzechow (niekoniecznie pecans, moga pewnie byc kazde inne)
1 lyzeczka esencji waniliowej

Wlaczyc piekarnik na 180C
Maslo, cukier i syrop podgrzac na malym ogniu do rozpuszczenia, zagotowac i zdjac z ognia. Dodac make i orzechy dobrze szybko wymieszac i wykladac lyzeczka male kleksy ciasta na wylozona pergaminem blache zachowujac odleglosc ok 5cm miedzy kleksami. Piec w temp. 180C przez 10-12 min w zaleznosci od piekarnika. Wystudzic i ... to wszystko:)))

Ciastka sa pyszne, kruche i nie za slodkie.
Lece wchlonac nastepne:)))